hej. mam problem z chłopakiem. jesteśmy razem od 8 miesięcy. kiedy jest dobrze jest idealnie, wszystko mi odpowiada, jednak z najmniejszych powodów prowadzi do kłótni, która sprawia, że on wątpi w naszą miłość. taka sytuacja zdarza się co miesiąc. to strasznie wykańcza. twierdzi, że nie ma pojęcia dlaczego się tak dzieje, po prostu ma dziwne myśli i uważa, że to nie ma
Gdy kowalska pokazała swoje wady to mój mąż przejrzał na oczy i choć nie mieszkamy obecnie razem to mamy lepsze relacje niż w małżeństwie. Ciężko mi do teraz zrozumieć postępowanie męża - dużo wynika z tego że był długo kawalerem i ciężko mu żyć z innymi i dla innych, a także z jego osobowości i cech zarówno
Nie oznacza to jednak, że w stałym związku – a tym bardziej w małżeństwie – skazani jesteśmy na śmierć cielesnej fascynacji. Musimy jednak najpierw zdać sobie sprawę z paru faktów. Bogdan Wojciszke, autor książki „Psychologia miłości” zwraca uwagę, że każdy związek wraz z upływem czasu ulega przemianom.
Kiedy kobieta i mężczyzna pobierają się i stając przed grupą świadków ślubują „miłość, wierność oraz to, że cię nie opuszczę aż do śmierci” jest to szczęśliwy dzień, jeden z najszczęśliwszych w ich życiu. Gdy jednak kończy się miodowy miesiąc, wiele par zaczyna zdawać sobie sprawę, że zakochanie i tworzenie udanego małżeństwa to dwie różne sprawy
Kryzys miłości małżeńskiej i ojcowskiej, jeżeli zostanie podjęty jako wyzwanie - tak przez mężczyzn, jak i kobiety - może stać się niepowtarzalną okazją do odkrycia na nowo piękna i radości ojcostwa. Mężczyźni muszą jednak pokonać najpierw kryzys własnej męskiej tożsamości.
Brak dzieci w małżeństwie to poważna sytuacja, która może prowadzić do wzajemnego obwiniania, żalu, a w konsekwencji do rozpadu związku. Kryzys wieku średniego w małżeństwie Poważny kryzys w małżeństwie czasami wynika z indywidualnych życiowych kryzysów małżonków, np. żałoby, utraty pracy, ale też kryzysu wieku
. Związek bez miłości Powodów do stworzenia związków jest tak wiele, ile par na świecie. Zazwyczaj, jeżeli wchodzimy z kimś w związek, kieruje nami miłość. Nie ma idealnych związków małżeńskich, ponieważ zawsze występować będą pewne problemy, czy kłótnie. Grunt to potrafić komuś wybaczać, żyć w zgodzie i szczerości ze sobą i swoim partnerem bądź partnerką. Małżeństwo w obecnych czasach jest inaczej postrzegane niż chociażby 50 lat temu. Niekoniecznie bycie mężem i żoną było dla ludzi zawierane czysto z miłości, najczęstszymi powodami był status majątkowy lub po prostu umowa pomiędzy dwoma rodzinami. W ciągu wielu lat z pewnością przysporzyło to wiele bólu dla obojga ludzi, jeżeli faktycznie nie czuli do siebie tego samego. Dziś podchodzenie do wzięcia ślubu jest bardziej świadomą i indywidualną decyzją, lecz nie zawsze. Zdarza się, że ludzie się pobierają ze względu na status finansowy, nazwisko, sławę, wpadkę itp. Najważniejsza i najtrudniejsza kwestia w tym wszystkim jest właśnie świadomość problemu, że żyje się w małżeństwie bez miłości. Jeżeli czujesz, że posiadasz taki problem i nie wiesz co dalej robić, postaram się rozwiązać to niezwykle nurtujące robić, kiedy nie ma uczuć w małżeństwie?Tak naprawdę, to nie ma związku bez miłości i nigdy nie będzie to zdrowa relacja. Nawet jeżeli łączą Was stosunki przyjacielskie, to nie jest to wystarczające, abyście oboje byli szczęśliwi. Ciężko jest przyznać samemu przed sobą, że już się kogoś nie kocha. Czasem może być tak, że jedna osoba dalej żywi jakieś głębsze uczucia wobec drugiej i w tym wypadku najlepszym rozwiązaniem jest odważenie się na szczerą rozmowę. Nic nie pomoże Wam rozwiązać tego problemu, jak właśnie świadomość tego, że jest coś nie tak. Pamiętaj, że związek bez uczuć jest czymś, co nigdy nie będzie Cię w pełni satysfakcjonować, dlatego decyzja o rozwodzie powinna wyjść na światło dzienne. To, że przestaliście się kochać, to przecież nic złego. Jeżeli rozstajecie się w pokojowych warunkach, to nie powinniście mieć do siebie o to pretensji. Ważną kwestią jest wybaczenie sobie wzajemnie. Pamiętaj, że wspólny kredyt, dzieci, czy inne aspekty nie powinny być powodami do tego, aby się dalej męczyć w takiej relacji. Jeżeli posiadacie dzieci i obawiasz się ich reakcji na rozwód, pamiętaj że nigdy nie będą one szczęśliwe, jeżeli ich rodzice nie będą szczęśliwi. Zawsze możecie wspólnie udać się na konsultację do psychologa, aby nikogo nieświadomie nie zranić, tylko podejść do tego świadomość tego, że istnieje szansa, że znajdziesz kogoś, w kim ponownie się zakochasz. Jeżeli mimo wszystko, dalej przeraża Cię decyzja o rozwodzie i rozstaniu, to może oznaczać, że niekoniecznie wygasła między Wami miłość, lecz np. chemia. Warto również rozważyć tę kwestię i jeżeli się zdecydujemy na ratowanie małżeństwa, to tak czy inaczej warto skorzystać z pomocy psychoterapeuty. Pamiętaj, że decyzja powinna być podjęta świadomie i bez pochopnych wniosków. Każdy indywidualnie mierzy się ze swoją moralnością, lecz pamiętaj, że oprócz tego że zaczniesz ranić siebie, to możesz zranić również drugiego człowieka. Nie pozwól, żeby doszło do takich sytuacji, jak np. zdrady, które się często rodzą z takiego typu kryzysów. Obiecując komuś szczerość, należy pamiętać, że warto mierzyć się z prawdą, choćby była tą najgorszą. Jeśli spodobał Ci się ten artykuł lub korzystasz z mojej wiedzy na swoim blogu lub stronie www to wstaw proszę u siebie link do źródła: Tagi: ⭐ brak miłości w małżeństwie objawy, małżeństwo bez miłości dla dobra dzieci, Małżeństwo bez miłości czy warto, Małżeństwo bez zakochania, ożeniłem się bez miłości, czy Małżeństwo bez miłości ma sens,O mnie Jestem doświadczoną kobietą, wróżką i numerologiem. Moja sprawność w interpretacji rozkładów kart tarota i uzupełnianie jej numerologią zadziwia często nawet mnie, stąd pewnie tak spore zainteresowanie moimi wróżbami. Oprócz wiedzy teoretycznej i praktycznej, wykazuję się również szczerością w moich wróżbach, dlatego masz pewność, że powiem Ci zawsze to co pokazały mi karty a nie to,co chcesz usłyszeć Zawsze stawiam na szczerość i prawdę rozkładając karty, ponieważ to zawsze popłaca. Więcej o mnie przeczytacie Państwo tutaj: o mnie W przypadku zainteresowania moimi wróżbami proszę o kontakt pod tym adresem e-mail: wrozka@ Lub za pomocą formularza kontaktowego na stronie zamów wróżbę. Pozdrawiam o mnie “Witam Pani Otylio, bardzo dziekuje za wrozbe. Wiem, ze jak Pani pisala wrozba nie jest wyrocznia, i ze to my sami ksztaltujemy ostatecznie nasz los. To bardzo madre slowa. Dlatego niezaleznie od wrozby bede usilowal, wplynac na swoj los, majac jednak na uwadze wlasne mozliwosci i nie przekraczajac ich na sile. Przyznam, ze nie bardzo wczesniej wierzylem w tego rodzaju przepowiednie, ale to, co Pani mi przekazala jako wrozbe z przeszlosci, majac tylko te dane, ktore podalem, wprawilo mnie w konsternacje. Wiele spraw sie potwierdzilo, dlatego z tym wieksza uwaga bede sledzil przyszlosc i jej potwierdzenie we wrozbie. Jeszcze raz bardzo dziekuje i pozdrawiam. ” Pan Bogusław “Dobry wieczór Pani, bardzo serdecznie pozdrawiam i przesylam podziękowanie za tak wyczerpujące informacje. Jest Pani niesamowita. Myślę, że pomoże mi to w podejmowaniu nastepnyvh decyzji. Z czystym sumieniem polecę Pani usługi moim koleżankom. Nie do końca wierzyłam, że można wirtualnie postawić mnie Tarota. Większość faktów zgadza się.” Pani Jolanta "Dziękuję za wróżbę. Trochę mnie uspokoiła i utwierdziła w słuszności podjętych decyzji." Pani Małgorzata KLIKNIJ, aby zobaczyć wszystkie opinie
Można by rzec, że konflikty i kryzysy to rzecz, która dotyka każdego małżeństwa (prędzej czy później...). Mnie zatrzymało jednak ostatnio zagadnienie dotyczące rozłamu małżeńskiego na tle przeżywania duchowości – tej wspólnej, małżeńskiej oraz indywidualnej każdego z małżonków. Od pewnego czasu trwają w mojej wspólnocie małżeństw przygotowania do rekolekcji dla narzeczonych. Każda z par otrzymała temat, nad którym główkuje na różnych płaszczyznach – mężowi i mnie przypadł w udziale kryzys. Można by rzec, że konflikty i kryzysy to rzecz, która dotyka każdego małżeństwa (prędzej czy później...). Mnie zatrzymało jednak ostatnio zagadnienie dotyczące rozłamu małżeńskiego na tle przeżywania duchowości – tej wspólnej, małżeńskiej oraz indywidualnej każdego z małżonków. Od lat oboje z mężem karminy się duchowością ignacjańską. To sprawia, że często rozumiemy się bez słów, albo właśnie słowa typu „strapienie, rozeznawanie, medytacja” mówią nam już tyle, że wiele dopowiadać nie trzeba. Jesteśmy bardzo różni – pod wieloma względami. Inne rzeczy nas karmią (ja wolę mszę w parafialnym kościele, mąż nie wyobraża sobie weekendu bez medytacji ignacjańskiej...). W trakcie naszej formacji indywidualnej doszliśmy do pewnej wolności, w której pozwalamy drugiemu przeżywać tak jak tego potrzebuje – wiemy już, że Bóg działa na wiele sposobów i nie ma jednej miary dla wszystkich (jak mawiał św. Ignacy „jest rzeczą wielce niebezpieczną chcieć prowadzić wszystkich tą samą drogą do doskonałości”). Przyglądamy się jednak wielu różnym postawom wśród znajomych małżeństw i dostrzegamy różne pokusy i braki zarówno w przeżywaniu duchowości w pojedynkę, jak i trwanie w uporze, że musimy czuć i myśleć tak samo (mówię o sytuacjach skrajnych, gdzie muszę jest ponad „pragnę”). Jak kształtować swoją małżeńską drogę ku Bogu, ramię w ramię, ale w taki sposób by nie zamykać się w swojej indywidualnej drodze, jednocześnie tworząc pewne dopełnienie stanu, w którym żyjemy? Prawdziwa, zdrowa duchowość nigdy nie zamyka na drugiego – co jednak gdy nie dostrzegamy, że widzimy niejasno, robimy źle, nasza interpretacja rzeczywistości nijak się ma do stanu faktycznego? Skrajność nadmiernego dbania o swój rozwój może być jednak nie tylko przejawem egoizmu, ale i początkiem upadku. Skoro wchodzimy w związek biorąc odpowiedzialność za podstawowe powołanie, warto by rozważyć gdzie są granice – bo to rodzina (współmałżonek i dzieci) powinna być ważniejsza niż spotkanie wspólnoty, czyż nie? Fenomenalnie ujął ten temat młody jezuita Brat Michał w jednym ze swoich filmików – można zaniedbać rodzinę, kosztem kolejnego nabożeństwa. Jednak czy Bóg tego od nas oczekuje? Obserwując swoich znajomych widzę, że dopóki w małżeństwie nie pojawią się dzieci, sprawa jest trochę prostsza. Jedno może pojechać tu, drugie tam. Gorzej jeśli tylko jedna strona się rozwija, a druga jest temu przeciwna – ale właśnie po to mamy kursy dla narzeczonych oparte na dialogu – by takie sprawy omawiać przed ślubem. By powiedzieć jak widzę nasze miejsce w Kościele, wspólnocie, ile czasu w tygodniu planuję poświęcić na swój duchowy rozwój, gdzie pragnę się rozwijać? Sytuacja jednak zmienia się diametralnie, gdy na świat przychodzą dzieci. Owszem – można zabierać maluchy ze sobą, ale nie wszędzie się da. Z czasem może się okazać, że przeziębione dziecko wywraca nasze rekolekcyjne plany do góry nogami. I co wtedy? Czy pozwolę ruszyć mężowi/żonie na rekolekcje samemu? Czy nie zrodzi to we mnie buntu i frustracji? Czy zazdrość, że on mógł/mogła, a ja nie - nie spowoduje eksplozji przy byle okazji? A może z drugiej strony czy rozwój jednego nie sprawi, że drugi zbyt mocno zaniedba swoje indywidualne potrzeby – by dać szansę współmałżonkowi? Sami z mężem mamy za sobą doświadczenie rekolekcji ignacjańskich. Ja zaczynałam je pierwsza, kilkanaście lat temu. Potem pojawiły się dzieci, więc wróciłam na nie dopiero trzy lata temu. W tym czasie mój mąż przeszedł przez wszystkie tygodnie Ćwiczeń Duchowych, a ja...utknęłam na I Tygodniu. Czy to źle? Dla mnie nie. Nie ukrywam jednak, że były we mnie różne uczucia w czasie, gdy karmiłam niemowlaka, myśląc o mężu, który milczał 450 km od domu. Sytuacją idealną jest, gdy wspólna duchowość (np. ignacjańska) buduje jedność, pozwala przeżywać i patrzeć na siebie w pewnym zrozumieniu. Z drugiej strony czerpanie sił indywidualnie – na swój własny sposób i według własnych potrzeb, ale nigdy kosztem rodziny. Tak by przestrzeń choć indywidualna karmiła oboje, bo wzrastamy w przestrzeni naszego serca. Jesteśmy jednak różni, tworzymy więc czasem małżeństwa, w których jeden nurt spoi jedność, a będą takie pary, którym więcej ku temu scaleniu pomoże formacja w innej duchowości, kiedy każde z małżonków potrzebuje innej formy przeżywania swojej wiary. Święty Ignacy powtarzał, by dostrzegać Boga we wszystkim i by to Jego wolę stawiać na pierwszym miejscu. Jaka ona będzie dla mojego małżeństwa? Czy pytam o to siebie, Boga? Czy potrafię rozmawiać o swoich potrzebach duchowych z małżonkiem? Czy umiem tak wpatrywać się w Jezusa, by zrozumieć co dzieje się we mnie i wokół mnie (małżeństwo, dzieci, praca, wspólnota, posługa etc.)? Trudne pytania, szczególnie jeśli odpowiedź uderza w pychę bądź niezaspokojone pragnienia bądź wzajemnie niezrozumienie.
Sondaż United Surveys dla Wirtualnej Polski i nowy problem partii rządzącej. Polacy są wściekli na PiS i przerażeni sytuacją w kraju. To pogrąży partię? Rząd PiS zgotował nam piekło w Polsce? Takiego zdania jest ponad połowa dorosłych Polaków! Zdecydowana większość twierdzi, że nasz kraj nie został przygotowany lub został przygotowany fatalnie do kryzysu energetycznego, jaki rozgrywa się na naszych oczach. Obwiniają oczywiście w sprawie kryzysu energetycznego i odpowiedzialności ciążącej na PiS przeprowadziła pracownia United Surveys na zlecenie Wirtualnej Polski. Wyniki powinny dać przedstawicielom partii do myślenia. Czy dadzą? Zobaczymy, jak w najbliższych godzinach i dniach premier i jego kumple tłumaczyć będą brak węgla, kosmiczne ceny opału i szalejącą inflację. Polacy ocenili działania PiS. Jest tragiczniePrzejdźmy jednak do samego badania i jego wyników. W sondażu przeprowadzonym dla Wirtualnej Polski pracownia United Surveys spytała Polaków, "jak rząd przygotował Polskę na zbliżający się kryzys energetyczny, związany z problemami z dostępnością węgla i gazu, czy też rosnących cen prądu".Większość badanych twierdzi, że Polska jest źle przygotowana na nadchodzący dramat. Przeciwnego zdania jest zaledwie dwadzieścia kilka procent ankietowanych. I tak odpowiedź "zdecydowanie źle" wskazało aż 37,2 procent badanych, a odpowiedź "raczej źle" 20,3 procent. Daje to aż 57,9 procent niezadowolonych obywateli!Dobrze działania rządu ocenia w tym samym czasie 29,2 procent Polaków, z czego 7,6 proc. wybrało odpowiedź "zdecydowanie dobrze", a 21,6 "raczej dobrze". Oznaczałoby to, że z polityki PiS niezadowoleni są nawet wyborcy PiS - w ostatnim sondażu tej samej pracowni dla tego samego medium Prawo i Sprawiedliwość poparło 34 procent badanych. Tymczasem w Polsce naprawdę źle się dzieje. Rachunki za prąd i gaz już poszły w górę, a przewiduje się, że już za chwilę za energię zapłacimy nawet kilkadziesiąt procent więcej. Co więcej, na jaw wyszło, że rezerwy węgla w Polsce są puste, mimo wcześniejszych zapewnień rządu, że surowca na pewno nie Nowogrodziej (siedziba PiS) już podobno narasta panika - wśród polityków PiS panuje przekonanie, że choć przeżyli wiele większych afer, to właśnie kryzys węglowy może zniszczyć ich rząd i odebrać im władzę. Co tymczasem robią rządzący, by tragedii zapobiec? Polecają Polakom ocieplać domy i zbierać chrust na opał, a sobie samym... planują podwyżki wynagrodzeń!
Pogłębiający się z roku na rok kryzys współżycia pomiędzy mężczyzną a kobietą jest niewątpliwie także powodem ogromu moralnych cierpień obojga, jak również wynikających stąd rozmaitych chorób i cierpień fizycznych – jeśli nie brać w ogóle pod uwagę cienia rzucanego przez ten stan na losy przyszłych pokoleń. Każda też nauka, czy nawet koncepcja, dająca jakieś nowe naświetlenie tego zawiłego problemu, może spełnić rolę czynnika choć w części uzdrawiającego tę jątrzącą społeczną ranę. Tajemnica płci nie została dotąd przez naukę zgłębiona, ani też w sposób nie pozostawiający wątpliwości wyjaśniona. Pojęcie płci i wynikających z niej stosunków pomiędzy mężczyzną i kobietą – jest wiecznie odmiennym i zawsze tym samym problemem, obejmującym bez wyjątku wszystkie ludzkie istoty, niby jakaś złota a jednocześnie usłana cierniami i raniąca sieć, z której nie ma, zdawało by się, żadnego wyjścia. Bez względu na to, jak dalece nie zajmowałyby ludzi inne zagadnienia życia i jak nie byliby czynni w różnych jego dziedzinach, to jednak skrycie zawsze i wszędzie pochłania ich przede wszystkim miłość i płeć. Już sama przyroda pociąga ludzi w tym kierunku, w celu wypełnienia swego ewolucyjnego zadania. Teraźniejszym bezpośrednim jej celem jest, oczywiście, przedłużenie rasy ludzkiej drogą wychowania coraz to nowych pokoleń, natomiast dalszy, ukryty cel owego pociągania do wzajemnego współżycia ze sobą obu płci – z naukowego punktu widzenia – może znaleźć wytłumaczenie tylko w jeszcze wyższej ewolucji człowieka i ludzkości. Jeśli bowiem człowiek jest istotnie czymś więcej niż zwierzęciem, to niewątpliwie musi on też mieć przed sobą zgoła inną od zwierząt przyszłość. Biorąc nawet dla przykładu darwinowską tezę, że człowiek jest wynikiem historycznego rozwoju przyrody, która – poprzez trzy niższe państwa -doprowadziła swoją ewolucję do poziomu człowieka, słusznym wydaje się mniemanie, iż – pobudzana tym samym prawem – przyroda nie chce zatrzymywać swego postępu na obecnym jego stadium rozwoju, lecz przewiduje lub nieuchronnie dąży do wykształcenia innej, jeszcze doskonalszej formy życia, zarówno pod względem fizycznym, jak i psychicznym. A więc, w myśl tej samej dialektycznej logiki, wykluczającej w dziele ewolucji udział jakiejkolwiek wyższej inteligencji czy niewiadomej rozumnej siły, ów historyczny rozwój przyrody powinien odbywać się niezmiennym postępowym ruchem wciąż wzwyż, wykształcając coraz doskonalsze formy i gradacje życia. Gdyż trudno było by dopuścić możliwość wstecznego działania owego prawa – np. z powrotem do punktu wyjścia… Najżywotniejszą tedy sprawą, jaką ma do rozwiązania współczesna ludzkość, jest sprawa płci. Niekiedy nawet wielkie umysły padają ofiarą nie zharmonizowanych w sobie energii płciowych i prowadzą się do zguby. Nie sięgając nawet do statystyk sądowych, z samej tylko prasy codziennej możemy ocenić rozmiary zachodzących w instytucji małżeństwa i rodzin poważnych, a jednocześnie bardzo niebezpiecznych przemian. Wskutek zmienności i niestałości charakterów obojga płci związki małżeńskie stają się coraz bardziej krótkotrwałe, a rozłamy i rozwody nabierają już niemal masowego charakteru. Częste, nagle wybuchające rozdźwięki i rozejścia dowodzą jak gdyby jakiegoś wyjałowienia czy wyżycia łączących dotychczas małżeństwa uczuć. Stan ten budzi też wśród młodzieży coraz większą niechęć do zakładania rodzin w obawie podobnego ich losu, lecz z kolei prowadzi znów do szerszego i bardziej jawnego praktykowania tzw. wolnej miłości, a więc – jeszcze większego społecznego zła. Na skutek wcześniejszego rozwoju umysłowego i uświadomienia płciowego u dzieci, sprawy miłosne u młodzieży i w małżeństwie nie stanowią już najważniejszego, jak dawniej, zagadnienia. Płeć jest traktowana przeważnie jako środek zaspokojenia potrzeb zmysłowych, a nie jako towarzysz czy towarzyszka dozgonnego życia i uzupełniania się małżonków w potrzebach i obowiązkach życiowych.{mospagebreak} Biorąc pod uwagę, że przez odchylenie się od praw przyrody i jak gdyby wynaturzenie życia człowiek współczesny stał się o wiele słabszy i delikatniejszy niż w ubiegłych czasach, to należało by przyjąć, że i potrzeby płciowe są u niego bardziej ograniczone, a nadużywanie ich łatwo sprowadza różne choroby, zarówno fizyczne jak i psychiczne. Ta nietrwałość małżeństw coraz widoczniej zagraża instytucji rodziny, pogłębiając i zaostrzając w zatrważającym tempie i rozmiarach zarysowany już po pierwszej wojnie światowej kryzys życia rodzinnego. Stan ten wyłania z kolei poważne zagadnienia wychowania dzieci, pozostawianych bez opieki przez rozwijające się stadła małżeńskie. I jeśli nie zostanie powstrzymana fala rozwodowa lub przynajmniej złagodzone jej skutki droga uzupełniania prawa małżeńskiego odpowiednimi rygorami dla obu małżonków, zabezpieczającymi trwałość każdego zawieranego małżeństwa, to należy oczekiwać, że dalszy, nie pohamowany niczem bieg wypadków, nieuchronnie będzie musiał postawić przed państwem problem stworzenia nowej społecznej instytucji w celu zbiorowego wychowywania opuszczonych przez rodziców dzieci. Jednocześnie nietrudno przewidzieć, że taki sposób wychowywania wytworzy oczywiście nowy typ człowieka, być może bardziej przystosowanego do życia kooperatywnego, lecz pojęcie rodziny w dzisiejszym znaczeniu utraci całkowicie swój dotychczasowy charakter, a nawet przestanie istnieć. Wskutek ciągłego podniecania w sposób sztuczny energii seksualnych i zbyt intensywnego wyżywania się we współżyciu płci, człowiek współczesny zakłócił rytm przyrody, czym wytworzył nienaturalne stany i warunki, nie spotykane nigdzie w świecie zwierząt, gdzie nie istnieje problem seksualny. W miarę postępu cywilizacji i kultury zagadnienie to staje się coraz bardziej palące i ważne. Tak często spotykane dziś nienormalne stany psychiczne, powodowane przez strach, gniew, zazdrość i inne ujemne uczucia, przy jednoczesnym nieustannym zwiększaniu pokus i przynęt erotycznych za pomocą mody, książek i prasy romantycznej, obrazów kinowych i sztuk teatralnych, wreszcie alkoholu, wyszukanego i obfitego jedzenia itp. – wszystko to sprzyja przerostowi zmysłowości, podniecenia i skłania do różnych nienaturalnych praktyk, pociągających za sobą nieuchronny wstyd, lęk, obłudę, zawiść, zazdrość, nierzadko dzieciobójstwo, niechęć do życia itp., które z kolei szarpią osobowość człowieka i wywołują w nim różne sprzeczne, a zawsze szkodliwe uczucia. W przeciwieństwie do zwierząt człowiek dzisiejszy nie uznaje okresów wstrzemięźliwości seksualnej – za wyjątkiem tych, do których zmusza go po prostu brak sposobności. Nadmiar seksualnej energii, która – jak wskazuje na to jego zewnętrzna i wewnętrzna /psychiczna/ struktura – miała mu służyć raczej do własnej wyższej ewolucji, jest dziś zużywany niemal wyłącznie na chwilowe rozkosze . A ponieważ ciąża i ewentualne potomstwo przeszkadzają w zaspokajaniu jego wiecznie podnieconej żądzy, człowiek wymyślił różne chemiczne i mechaniczne środki zapobiegające zapłodnieniu, czyniąc w ten sposób z małżeństwa czy z tzw. wolnej miłości rodzaj usankcjonowanej prawem prostytucji. Albowiem opanowanie siebie nie zalicza do środków zapobiegających ciąży. Zdawało by się, że małżeństwo powinno by właśnie uniemożliwić rozwiązłość i rozpustę, a sprzyjać uszlachetnieniu czysto fizycznych instynktów, sprowadzając je niejako do przetworzenia namiętności ciała w namiętność duszy. Bo prawdziwa i głęboka miłość może właśnie tego dokonać. Ofiarami zaś ślepej żądzy bywają zazwyczaj ci, którzy nie kochają naprawdę, a jedynie ulegają popędom seksualnym. Żądza pociąga zawsze za sobą rozczarowania, wyrzuty, żale i gorycze, podczas gdy prawdziwa miłość może być twórczym hamulcem rozwiązłości seksualnej. Niejednemu może się to wydawać sofistyką, zawodnym i pozbawionym podstaw paradoksem, lecz każdy kto sam przeżył taką prawdziwą miłość i zna jej oczyszczającą moc, przyzna, iż jest to prawda.{mospagebreak} Rozpowszechnione dziś tak lekkie traktowanie płci, a nawet skłonność do upatrywania w niej jakiegoś komizmu i lekceważącego igrania nią, takiemu wewnętrznemu przetworzeniu oczywiście nie sprzyjają. Dla człowieka natomiast normalnego i pod tym względem zrównoważonego nie ma w energii płci nic godnego śmiechu i kpin. Rozumie on aż nazbyt dobrze nieuniknioność i niejako losowość wszystkiego co z nią związane. Największą i najcięższą próbą dla człowieka – mającego za jedyny cel swej egzystencji zdążanie ku doskonałości – jest zwycięstwo nad ciałem i jego przyrodzonymi prawami. A oznacza ono wzniesienie się ponad tzw. grzech lub niezrównoważone energie, czyli wzniesienie w duchowość poprzez zrozumienie prawa równowagi w swym życiu i rozwoju. Na nieszczęście – rozwijamy się dziś i rozszerzamy nasze życie przeważnie ku zewnątrz, co zwiększa przepaść pomiędzy naszym działaniem a wartościami wewnętrznymi. Rozwój nasz odbywa się tylko jakby na płaszczyźnie tylko pierwszoplanowego umysłu, natomiast z tym, który leży w głębi naszej ludzkiej istoty, straciliśmy kontakt, zapominając również o niewyczerpanej krynicy mądrości jaką jest serce. Rozwijamy w sobie różne umiejętności kosztem dobroci i współczucia. Zdobywamy wiele rozmaitych wiadomości, ale nie jesteśmy prawdziwie wykształceni, gdyż utraciliśmy zdolność miłości. Całą wiedzę czerpiemy dziś, inaczej mówiąc ze studni gorzkich wód, jaką przedstawia ze swymi pojęciami współczesna umysłowość, a pomijamy dobroczynny i twórczy wpływ miłości. Z punktu widzenia poznanych przez naukę praw przyrody, we wszechświecie istnieją przejawione tylko dwie podstawowe rzeczy: materia i energia. Otóż można by powiedzieć, że miłość jest właśnie jedną z postaci tej energii, która przetwarza i formuje materię, a więc jest czynnikiem łączącym i kształtującym. Wszystkie zaś cząstki wszechświata biorą udział w tym nieustannie dokonującym się procesie tworzenia – podobnie jak ciało nasze jest polem nieświadomych, a nieprzerwanie zachodzących w nim chemicznych procesów – akcji i reakcji. Cóż jest warte wykształcenie, które daje wiedzę o wielu rzeczach, niekiedy mało lub w ogóle nieistotnych, a pomija naukę o stosowaniu tej najważniejszej energii, będącej źródłem uzasadnienia życia człowieka oraz przyczyną wszystkiego co istnieje? Pewien filozof szwedzki powiedział, że człowiek wie, że zjawisko miłości istnieje, lecz w ogóle nie wie, czym miłość jest. A dzieje się tak zapewne dlatego, że miłość jest właśnie środowiskiem, atmosferą, niejako żywiołem, w którym – choć sam nie uświadamia sobie tego – człowiek jest stale pogrążony, w nim trwa, oddycha i żyje – podobnie jak ptak w powietrzu lub jak ryba w wodzie. W czasach Franklina wiedza o zjawiskach elektrycznych ograniczała się, jak wiadomo, do pioruna i tarcia powierzchni. Dziś już powszechnie wiadomo, że elektryczność tai się u podstaw wszelkich zjawisk, a w przyszłości, być może, oczekują nas dalsze odkrycia, które dowiodą, iż to właśnie miłość – aczkolwiek przez większość ludzi nieledwie brana pod uwagę – jest w zasadzie, w takiej czy innej formie, ową poruszającą wszystko energią, zarówno w przyrodzie, jak i we wszelkich postaciach ludzkiego współżycia. Filozofia wschodnia utożsamia energię miłości z życiem: miłość to życie – albowiem wszystko, co powstaje do życia, jest wynikiem działania energii miłości, mającej swoje źródło w Bogu. Nie starajmy się więc nigdy omijać jej lub stronić od niej. Przeciwnie: wychowujmy się w miłości i pozwólmy by ona sama kształtowała nas. Starajmy się zrozumieć, iż miłość jest dla nas zawsze wielką, podstawową nauką, a nie przypadkiem. Mówiąc Bądźcie doskonali, Chrystus wskazywał jednocześnie swoim uczniom, jak można stać się doskonałym w przykazani: To przykazuje wam, abyście się społecznie miłowali.{mospagebreak} Energia płci jest nazbyt wyraźnie przejawiona w całej przyrodzie. Połączenia harmonijne wzajemnie odpowiadających sobie czynników stanowią prawo rozwoju i warunkują prawidłową ewolucję. Prawo to wymaga jednak, by łączenie energii płci odbywało się tylko wówczas, kiedy z właściwych dziedzin bytu spłynie ów przemożny i nieomylny zew, wyrażony w miłości. Stąd też winniśmy starać się o wiele głębiej wnikać i rozumieć samą istotę miłości jako energii twórczej, a wówczas łatwo przekonamy się, że żądza jest prawdziwym Judaszem dla Chrystusa w naszych sercach; jest ona jak gdyby pozostałością wspólności naszej z królestwem zwierząt, a tak zakorzenionej i rozwiniętej przez sztuczne podniety, iż przysłania nam prawdziwą funkcję i zadania płci, która ma nas uszlachetniać i wznosić, a nie poniżać. Nauczmy się rozróżniać żądzę, której chodzi zawsze o własne zadowolenie, od prawdziwej i bezinteresownej miłości, w naturze której leży rozszerzanie się wciąż na cały świat i całe stworzenie. I choć może się nam wydawać, że miłość nasza nie znajduje upragnionego przez naszą osobowość oddźwięku, to jednak jest ona zawsze podobna do promieniowania radu – po prostu przenika niewidzialnie na wskroś i z pewnością nigdy nie chybia w niezbadanych celach. W samej istocie miłości leży też tajemnica uzdrawiania, a w wiedzy miłości tai się wiedza tworzenia. Prawdziwa miłość wprowadzona w czyn zawiera w sobie naukę wzajemnego obcowania i braterskiego współżycia ludzi. Nabożność staje się dziś już przeżytkiem. Bóg nie chce widzieć ludzi co rano i wieczór na kolanach, a w międzyczasie postępujących jak bydlęta. Zapewne Bogu milszy jest człowiek stojący z głową podniesioną i rękami wzniesionymi ku światłu, patrzący badawczo i rozumiejący wszystko widziane. Bóg chciałby widzieć wśród ludzi miłość powszechną, nie dlatego, że jest to cnotą religijną lub uczuciową, lecz po prostu dlatego, że jest to prostym, życiowym, naukowym i stwórczym prawem. Powinniśmy i musimy rozszerzać ciągle swoją świadomość, lecz należy baczyć, by cała istota nasza wzrastała niejako równomiernie, jak gdyby we wszystkich kierunkach jednocześnie. Wewnętrzne i zewnętrzne czynniki powinny się wzajemnie równoważyć, pozostając w odpowiednim do siebie stosunku. Wymaga to oczywiście pewnego wyrobienia charakteru, pewnej moralnej dyscypliny, by zdobyć tym większą wewnętrzną zwartość naszej istoty. A od tego właśnie odeszliśmy na korzyść rozrostu indywidualności i świadomości siebie jako osobowości cielesnej. Istota nasza jest tak złożona i delikatna, tak wąska i niebezpieczna jest linia graniczna pomiędzy rozwojem a rozstrojem, wzlotem i upadkiem, tworzeniem a niszczeniem, iż ta wewnętrzna równowaga jest o każdym czasie i w każdej sytuacji nieskończenie ważna. Lecz chcąc siebie naprawdę poznać trzeba więcej uwagi poświęcać własnym wadom, błędom i przywarom, aniżeli słabostkom innych ludzi, bowiem zmienić i naprawić możemy tylko siebie. Miłość romantyczna wedle dawnych pojęć należy już dziś do przeszłości. Swoboda, szczerość i ogólnie przyjęta trzeźwość w stosunkach pomiędzy młodzieżą obojga płci, byłaby niewątpliwie także zjawiskiem dodatnim, gdyby istniało przy tym właściwe pojmowanie wśród młodzieży możliwości dawanych i odpowiedzialności wobec niewzruszonych praw przyrody nakładanych na obie strony przez ten słodki, a jednocześnie najniebezpieczniejszy ze wszystkich międzyludzkich stosunków. Na ogół kobieta jest podatniejsza od mężczyzny i łatwiej ulega różnym ujemnym rodzajom psychizmu ze względu na większy stopień przyrodzonej wrażliwości i roztargnienia. Lecz z drugiej strony, poddaje się ona żądzy stosunkowo o wiele rzadziej i pożądanie staje się dla niej pokusą dopiero wówczas, gdy mężczyzna obudzi i rozpali jej zmysły, które jednak są słabsze i mniej agresywne, ponieważ gruczoły rozrodcze u kobiety nie są tak silnie naładowane, jak u mężczyzny. Stąd też kobieta może łatwiej znieść zarówno brak, jak i nadmiar życia płciowego. A nierzadko, mimo ostrzegawczego głosu jej instynktu, bywa ona po prostu zniewolona do współżycia z mężczyzną. Poddanie się jej mężczyźnie zależy też w dużej mierze od umiejętności reagowania na jego natarczywe prośby i nalegania, i niechęci do powiedzenia nie.{mospagebreak} Nie ulega wątpliwości, że to właśnie mężczyzna złamał podstawowe prawo rytmu, rządzące wszystkimi zjawiskami przyrody, której sam jest cząstką. Wyłamywanie się swym postępowaniem spod prawa periodyczności jest też przyczyną wielu trudności, kryjących się w używaniu i nadużywaniu instynktu płci. Zamiast poddać się cyklicznemu prawu w przejawianiu swego płciowego impulsu, a więc żyć według ustalonego przez przyrodę wyraźnego rytmu, mężczyzna dawno odrzucił to prawo i wciąż mu w swym życiu zaprzecza, uznając tylko – i to nie zawsze i nie całkowicie – krótkie rytmiczne okresy, jakie przechodzi kobieta. Nie podlegając sam żadnym takim cyklom ograniczającym jego żądze, mężczyzna w ogóle nierzadko nie szanuje i łamie nawet to prawo, któremu podlega ciało kobiety. A rytm ten, właściwie rozumiany, powinien by rządzić obojgiem i ograniczać również impulsy płciowe mężczyzny. I otóż w tym leży źródło panowania nad instynktem płci. Brak poszanowania podstawowych praw przyrody i naruszenie rytmu doprowadziło w swych skutkach do szeroko rozpowszechnionych naruszeń i innych organicznych praw. Przejawione nazbyt wyraźnie we wszechświecie prawo periodyczności, które rządzi także przypływem i odpływem mórz i kieruje zjawiskami wszechświata, powinno również rządzić i ograniczać jednostkę ludzką, nadając wyraźny rytm jej życiu i przyzwyczajeniom. Nie może ono być lekceważone bez wywoływania fatalnych skutków – chaosu, szkodliwego wypaczenia i dezorganizacji w działaniu energii, które – będąc właściwie użyte – dałyby zdrowie, a z nim równowagę ciała i duszy. Tylko niechęć człowieka do dociekań i głębszego wnikania w prawa przyrody oraz nadużywanie przezeń wolnej woli, przyćmiewającej mu przyrodzony wewnętrzny wzrok, stały się przyczyną naruszenia tej ogólnej harmonii. Lecz cóż w takim razie odpycha współczesnego człowieka od tej jedynie słusznej drogi i co skłania go do niewłaściwego i szkodliwego – zarówno dla siebie, jak i dla pokoleń – postępowania w życiu? Czy istnieje może jakaś obiektywna tego przyczyna, której – mimo świadomości złych skutków – człowiek nie jest w stanie przeciwstawić swej woli, by – rozumnie kierując swymi czynami – zamiast ku upadkowi zmierzać ku doskonaleniu? Prawo ewolucji obejmuje zarówno życie pojedynczych jednostek, jak i całych społeczeństw ludzkich i każda nowa epoka posuwa nas niewątpliwie naprzód w dążeniu do nieświadomie wyczuwanego i poszukiwanego celu – za wyjątkiem tych okresów, kiedy ludzkość zapomina o konieczności regulowania swych dróg prawami moralności. Historyczną wtedy odpowiedzialność za degenerację pokoleń ponoszą zawsze tylko ich przodkowie, a więc – pokolenia rodzicielskie, wydające na świat i wychowujące następujące po nich generacje. Każdy doskonalszy szczebel organizacji społecznego życia podnosi w tym stosunku i poziom kultury, w zależności od której wykształcają się znów coraz wyższe formy wychowania. I jeżeli ideał wychowawczy opiera się na podstawach moralnych, to zarówno byt społeczeństwa, jak i kierunek jego postępu kroczy drogą prawidłową tzn. zgodnie z jego naturalnym prawem rozwoju. W przeciwnym razie – postęp bywa wypaczony i społeczeństwo dotąd musi przeżywać wstrząsy, póki nie ustalą się w nim prawidłowe, a więc zgodne z prawem przyrodzonym zasady wychowawcze. Jako ojciec, względnie wychowawca, człowiek przekazuje młodzieży te zasady, które sam wyznaje; wpaja w nią własne zapatrywania i upodobania, a także wskazuje drogi do osiągnięcia uznawanego przez siebie ideału. W zależności tedy od pojęć, dążeń, przekonań czy upodobań wychowawcy kształtuje się umysł i psychika dziecka; ustalają się jego poglądy i urabia stan duchowy, odpowiadający w ogólności wewnętrznemu nastawieniu nauczyciela. W ten sposób starsze społeczeństwo upodabnia młodzież do siebie; narzuca jej swoje zamiłowania, dostosowuje do wymagań i według swego sposobu myślenia, wyznawanych ideałów, poziomu moralności i etyki ustala jej skłonności, potrzeby i dążenia.{mospagebreak} Wzrastając w takiej atmosferze, mniej lub więcej ujednoliconych wpływów – zależnie od poziomu rozwojowego lub właściwych danemu środowisku ogólnych cech charakteru – w młodzieży również wykształcają się pewne, mniej lub więcej jednolite poglądy i zasady, odróżniające bądź zbliżające ją w tym względzie do innych środowisk społecznych, które razem wzięte – powiedzmy jako naród – w konsekwencji takiego wychowania otrzymują jakiś charakteryzujący je, również na ogół jednolity rys, z określonymi dodatnimi lub ujemnymi tendencjami rozwojowymi. Dziecko jednakowo przyswaja sobie tak dobre, jak i złe zasady. Wie o tym zarówno każdy psycholog, jak i pedagog. W historii ludzkości znajdujemy dość przykładów świadczących, że nie trudno jest wychować pokolenie w złym, czy dobrym duchu; że jednakowo łatwo umacnia się system wychowawczy, względnie wpajany w młodzież kierunek ideowy przenika coraz głębiej w dusze społeczeństwa i następnym pokoleniom przekazuje już zaszczepioną i utrwaloną moralną lub niemoralną zasadę. Widzieliśmy, jak współczesne nam hitlerowskie Niemcy potrafiły w ciągu zaledwie kilkunastu lat wpoić nie tylko w młodzież, ale i w znaczną część starszego społeczeństwa zasady biegunowo przeciwne ogólnoludzkiej etyce i humanitaryzmowi. Jak głęboko zostały zaszczepione idee rasizmu i zaborczości, na podłożu których rozwinął się już kult mordu, grabieży, gwałtu, nienawiści i wszelkich zbrodniczych instynktów, podczas gdy znów np. Szwedzi – także drogą stosowania odpowiednich metod wychowawczych – wykształcili u siebie pod względem moralno-etycznym dość wysokie wartości dodatnie. Przyczyna więc istniejącego obecnie społecznego zła – leży tylko w nas: jako rodzicach, opiekunach, wychowawcach, nauczycielach i wszystkich tych, którzy bezpośrednio czy pośrednio biorą udział w dziele fizycznego i duchowego wychowania młodego pokolenia. Jako rodzice – popełniamy wiele błędów wychowawczych, nie kierując w sposób właściwy wychowaniem dzieci i nie interesując się nimi lub tylko dorywczo, kiedy są pod naszym bezpośrednim nadzorem w domu. Nie zajmujemy się nimi metodycznie, szczególnie w tych sprawach i przedmiotach, których nie obejmują programy szkolne, jak np. etyki i moralności, miłości bliźniego i obowiązków synowskich i obywatelskich, słowem tego, co kształtuje charaktery, rozwija i utrwala kulturę wewnętrzną. Wszystko bowiem, co stanowi wewnętrzną harmonię lub dysharmonię człowieka, jego stały dobry lub zły nastrój, ów odróżniający rys charakteru, względnie jego sumienie – kształtuje się tylko w domu rodzinnym. Wszystkie zdrowe zasady, czyste uczucia, dobre nawyki, wszystkie moralne i życiowe siły rozwijają się tylko w odpowiednio dobrej i czystej atmosferze rodziny, w której dziecko żyje, oddycha i niejako nasiąka nią. Nie staramy się o podtrzymywanie zaufania dzieci do nas, bagatelizując ich sprawy i zbywając je byle słowem lub nawet strofując, by nie nudziły nas głupstwami i w ten sposób tracimy u nich swój ojcowski czy rodzicielski autorytet. Zamiast w każdej wolnej chwili zajmować się rodziną i dziećmi w dbałości o prawidłowy rozwój ich umysłów i serc – przez budzenie szlachetnych i twórczych zainteresowań, rozumnie i pouczająco odpowiadać na ich pytania – wolimy czytać książkę lub gazetę, albo wymawiać się zmęczeniem, odsuwając je w ten sposób od siebie jak mało znaczące, dokuczliwe lub niewygodne przedmioty. Nie zapominajmy jednak, że jeśli odsuwamy od siebie dziecko z jego dziecięcymi troskami i zagadnieniami, to ono będzie szukało ich zaspokojenia gdzie indziej i najczęściej znajdzie je u źródeł niewłaściwych. Otwierając natomiast dziecku pożądane pole działalności i sferę pożytecznych zainteresowań, moglibyśmy łatwo powstrzymać jego niewłaściwy kierunek myślenia i odwrócić szkodliwe zainteresowania. Nie chodzi tu o to, by stale zajmować się i kierować dzieckiem, układać plan jego zajęć i systematycznie wykonywać go, lecz by w każdym okresie jego życia rozwijać i umacniać w nim jak najwięcej pobudek do pożytecznego zajęcia i szlachetnego postępowania. Trzeba od najmłodszych lat wyrabiać w dziecku sumienie, czyli ów stały miernik moralny do oceniania wszystkich swoich i cudzych postępków, własnych ukrytych intencji i zjawisk społecznych. Trzeba wskazywać dziecku celowość życia, ukazywać mu twórcze perspektywy indywidualnej i społecznej przyszłości: uczyć twórczego życia jako zasady, a nie dla nagrody.{mospagebreak} I otóż, pamiętając o tym, trzeba niekiedy wyrzec się nie jednej osobistej przyjemności, zrezygnować na rzecz dziecka z wypoczynku, nie omijając żadnej okazji obcowania z nim, by jak najczęściej i jak najwięcej wpajać i przekazywać mu pożytecznych wiadomości, przykładów i zasad, z sumy których ma się złożyć i utrwalić jego dobry charakter. Należałoby od najwcześniejszych lat szczepić w dziecku wstręt do wszelkich negatywnych i ciemnych stron życia, naświetlając mu ich złe skutki indywidualne i społeczne, wskazując stale właściwą drogę i dając przy tym zawsze dobre przykłady. Albowiem nie to, co starsi mówią, lecz to co robią jest dla dziecka najlepszą i najskuteczniejszą nauką życia. Lecz chcąc by nas dzieci naśladowały, musimy sami wyrażać i stwierdzać nie w słowach, a w czynach dobre zasady, które powinny niepodzielnie rządzić naszym życiem. Na nieszczęście, życiem naszym rządzą pewne ustalone zwyczaje, często bezmyślne, niedorzeczne i szkodliwe, a prawie zawsze będące wykwitem czy skutkiem jakiegoś naśladownictwa. Robimy najczęściej to co inni, a inni – to co my i rozgrzeszamy się błędnym przeświadczeniem, że wszyscy tak czynią. Gdybyśmy, jako rodzice czy wychowawcy, w zasięgu tych powszednich i powszechnie panujących zwyczajów wykształcali w sobie drogą ćwiczenia jakieś drobne cnoty, moglibyśmy mieć pewną gwarancję, że – naśladując nasze postępowanie – wychowywane przez nas dzieci przyswoją sobie w danym kierunku tę dobrą zasadę, która w życiu może być dla nich pożyteczna. Lecz, niestety, zwyczaje i postępowanie nasze jest pełne rozmaitych kontrastów, a już co najmniej połowa naszych postępków przeczy rozumem i słowami wyznawanym zasadom. Otóż to właśnie najbardziej podkopuje w dzieciach budowę ich charakterów. Dziecko najszybciej spostrzega te sprzeczności i najłatwiej przyswaja je sobie, a okazji do tego dajemy mu co dzień bardzo dużo. Chcąc tedy zmienić i ulepszyć moralną stronę naszych dzieci – musimy przede wszystkim zmienić siebie, zrewidować własne postępki i wyplenić z nich fałsz, którym przesiąknięte jest dziś całe nasze życie. Zapewne, że rodzina i wychowanie dzieci – to nie łatwy obowiązek, lecz sami dobrowolnie przyjęliśmy go na siebie i powinniśmy wypełniać go z całą godnością i poświęceniem, mając min. na względzie, że w ten sposób spłacamy też dług wdzięczności zaciągnięty wobec naszych rodziców, wychowawców i tych, którym zawdzięczamy ponoszone kiedyś troski, starania i poświęcenie dla naszego wychowania. A więc wina za szerzące się obecnie społeczne zło – jest w nas: w rozluźnieniu dyscypliny rodzicielskiej i braku należytego nadzoru w stosunku do dzieci; w nieukrywani wobec dzieci ze strony rodziców niekiedy swych nazbyt wolnomyślnych poglądów na życie płciowe i praktyki małżeńskie; w naszym rozluźnieniu spoistości wewnętrznej; w zatraceniu lub nieuświadamianiu sobie celowości życia; w naszych słabostkach i zniewieściałości charakterów; w gonieniu za chwilowymi podnietami i rozkoszami, wyczerpując w nich najdrogocenniejsze twórcze siły cielesne i duchowe; w braku zaufania do siebie i stojących przed nami ideałów; w zatraceniu wiary w przyszłość; w braku poważnych, długofalowych zainteresowań na korzyść przyziemnych powszednich spraw; w bojaźni przed jutrem i łatwości ulegania wpływom zewnętrznym; w zatraceniu lub nie rozumieniu zdobywczo-twórczej postawy samodzielnego życia; w szukaniu wygodnictwa i stwarzaniu sobie warunków, w których wystarcza powierzchowność myślenia; w zobojętnieniu na szczytne ideały; w zestarzałym egoizmie, który rodzi nieustanne wewnętrzne konflikty i samoograniczenia; w zatraceniu najpiękniejszych uczuć: miłości bliźniego, współczucia i społecznego obowiązku; w zagubieniu treści życia, zlekceważeniu i zatraceniu najważniejszych drogowskazów – etyki i moralności, a nawet wyszydzaniu cnót moralnych itp. Słowem – w świadomym i nieświadomym demoralizowaniu dzieci i młodzieży, rozgrzeszając się błędnym przeświadczeniem, że wszyscy tak czynią, to musi być dobre. I otóż owo wszyscy tak czynią – składa się właśnie na istniejący stan zepsucia, rozkładu moralnego i zatrważająco szybko postępującej degeneracji młodego pokolenia.{mospagebreak} Jakże często np. tematem nawet towarzyskich rozmów ludzi są mordy, gwałty, katastrofy, choroby, zdrady, samobójstwa, dzieciobójstwa i różne nieszczęścia, roztrząsanie których powoduje nawyk zajmowania nimi uwagi i myśli, wywierając tym szkodliwy wpływ na umysł i na cały charakter człowieka. Dowodzi to, że umysłowość współczesnego człowieka cierpi na przesyt, przerabia nadmiar cudzych myśli, przestarzałych pojęć należących do minionych czasów, miast zajmować się rzeczywistością bieżącego dnia. Wprawdzie nie można się temu dziwić, że umysły ludzkie tak często i łatwo zwracają się ku tym smutnym i ponurym objawom życia, gdyż na jego zewnętrznym, zjawiskowym ekranie zawsze najwyraźniej uwypuklają się ponure cienie nieszczęść, zbrodni, katastrof i śmierci. Czytanie np. przez młodzież sensacyjnych reportaży, względnie nowelistycznej literatury o tajemniczych morderstwach, rabunkach itp., jak również oglądanie podobnych filmów w kinach, wytwarza zgoła niepożądany i bardzo szkodliwy nałóg myślenia, kierując uwagę i zainteresowania młodych, chłonnych umysłów ku najciemniejszym stronom współczesnego życia. Chcąc uchronić psychikę młodzieży od grożącej jej zalewem wzbierającej wciąż fali brudnych i szkodliwych wpływów, należało by przeciwstawić jej coś odwrotnego, nie mniej silnego, lecz szlachetnego i twórczego. Praktykowana dziś niemal jawnie wśród młodzieży swoboda w życiu seksualnym nieuchronnie będzie prowadziła do coraz większego obniżenia i zordynarniania natury człowieka, utrudniając rozwój jego życia wewnętrznego. Nadużycia płciowe, niemoralny tryb życia, nieumiarkowanie i nierytmiczność w jedzeniu i piciu, używanie już niemal od dziecinnych lat alkoholu i palenie tytoniu, rozwinięty seksualizm i przedwcześnie uświadomionej o używaniu organów rozrodczych młodzieży, a nie uświadomionej o niebezpieczeństwie i zgubnych skutkach tego używania itd. – wszystko to składa się na istniejący i pogłębiający się w każdym pokoleniu stan zwyrodnienia i upadku. To nie wyłącznie wojny – jak usiłują uzasadniać niektórzy obrońcy rozwiązłego trybu życia i nadużywania różnych szkodliwych środków oraz poniżających, a zabójczych dla pokoleń praktyk miłosnych – są przyczyną zwyrodnienia rasy. Wszak bywały w historii ludzkości nieraz długoletnie i nie mniej obfitujące w okrucieństwa wojny, lecz nie powodowały takiego upadku moralności i fizycznego zwyrodnienia społeczeństw, jak to ma miejsce obecnie. A widzimy to aż nazbyt wyraźnie w coraz większym wzroście rozmaitych chorób, zarówno fizycznych jak i psychicznych, mnożeniu się zjawisk patologicznych, obniżaniu wzrostu człowieka i postępującym ogólnym skarleniu każdego nowego pokolenia. Jeszcze w końcu ubiegłego i pierwszych latach bieżącego stulecia przeciętny wzrost mężczyzn w wieku poborowym wynosił przeważnie 190 cm, podczas gdy dziś wśród żołnierzy większości krajów europejskich przeważa słaby, rzadko przekraczający 180cm i cherlawy z wyglądu mężczyzna, a każde nowe pokolenie przedstawia pod tym względem coraz gorszy stan… Obok rodziców i szkoły, współwinę za istniejący kryzys życia rodzinnego i upadek moralności wśród młodzieży ponosi niewątpliwie także medycyna, która – z racji swej szczegółowej znajomości zdrowego i chorego organizmu człowieka, w zakresie prawideł życia i zachowania trwałego cielesnego i duchowego zdrowia – posiada pełnie warunków, by być najbardziej miarodajnym czynnikiem wychowawczym. Jeśli bowiem medycynie znane są indywidualnie i społecznie szkodliwe skutki nadużywania przez człowieka przyrodzonych energii, leżących u podstaw i rozwoju wszelkiego życia, to nie powinna być jej również obojętna sprawa braku odpowiedniego systemu cielesnego i moralnego wychowania młodzieży. A tymczasem, zarówno rodzina jak i szkoła pozbawione są nie tylko doskonałych metod wychowawczych, lecz nawet ogólnych ujednoliconych i wiarygodnych wytycznych, określających jakieś minimum warunków dla prawidłowego rozwoju ciała i wskazujących racjonalny tryb życia, jako podstawy równowagi oraz trwałości cielesnego i duchowego zdrowia.{mospagebreak} Wysuwane od czasu do czasu przez poszczególnych przedstawicieli świata lekarskiego teorie i systemy oraz zalecenia i wskazania, dotyczące trybu życia i zachowania zdrowia – są na ogół sprzeczne i nie budzą zaufania. Kiedy np. jeden odłam lekarzy stosuje w swej praktyce fitoterapię i propaguje ziołolecznictwo, to znów ze strony przedstawicieli urzędowej medycyny kierunek taki nazywa się sekciarstwem, a jako jedynie skuteczna – uznawana chemoterapia i przewaga leków syntetycznych nad roślinnymi. Nic tedy dziwnego, że taka kontrastowość zapatrywań i zmienność teorii lekarskich, a także zmienność metod leczniczych…, nakazów i zaleceń – nie podnosi zaufania do medycyny, jako nauki będącej w ciągłym rozwoju. Jako nauka, medycyna zajmuje się głównie leczeniem chorób czyli nienormalnymi i patologicznymi stanami człowieka, natomiast wyrabianie i podnoszenie odporności zdrowych ludzi nie leży w zakresie zainteresowań i kompetencji medycyny. A jeśli chodzi o młodzież, to sprawy te powierza się w najlepszym razie szkole lub instytucji wychowania fizycznego. A tymczasem, organizm człowieka w stanie normalnego zdrowia powinien zasługiwać co najmniej na tyleż uwagi, troskliwości, opieki i eksperymentowania, co i chory, względnie ciała martwe w prosektoriach. Zgodnie z wyrażoną jeszcze przed czterdziestu laty, przez znanego psychologa dr-a Ochorowicza, opinią: Dotychczasowa orientacja lekarska jest czysto materialna, ma wzrok zapatrzony w patologię komórkową, w choroby oddzielnych narządów z nadmierną specjalizacją, w odkrycia bakteriologiczne…, w różne drobne reakcje chemiczne, fizyczne i mechaniczne; nie uwzględnia natomiast ogólnej przyrodzonej, konstrukcyjnej i leczniczej autonomii ustroju, jego indywidualności oraz siły czynników moralnych, a w zakresie środków daje stanowczą przewagę sztucznym nad naturalnymi. W ten sposób …patologia izolowała istotę ludzką ze środowiska społecznego, fizycznego, kosmicznego; zlekceważyła stosunki prawa harmonii między ustrojem żywym, a wszechświatem. Oddzielając ciało od duszy, stracono jedność osobnika. Stąd też – według powszechnego mniemania, że organizm jest własnością – każdy dowolnie używa swego ciała i postępuje wedle własnych popędów i wolnej woli, czyli zgodnie ze swą naturą i nawykami, a nieraz nawet z modą… Szczycimy się wielkim postępem i wysoką wiedzą lekarską w stosunku do poziomu lecznictwa ubiegłych wieków i do dobrych i twórczych osiągnięć zaliczamy np. powiększanie z roku na rok liczby szpitali oraz różnych zakładów i urządzeń leczniczych. A tymczasem dowodzi to jak gdyby podświadomego przewidywania dalszego nieuchronnego obniżania się zdrowotności wśród społeczeństwa mimo, iż z drugiej strony coraz bardziej upowszechnia i zaostrza się stosowanie w różnej postaci profilaktyki społecznej. Toteż sądzimy, że fakt mnożenia szpitali i zakładów leczniczych jest tu raczej zjawiskiem niepokojącym, gdyż wymownie świadczy nie o zmniejszaniu się liczby trapiących społeczeństwo chorób, a o postępującym ich wzroście i coraz większym skarleniu człowieka. Czy nie większym dobrodziejstwem dla człowieka byłoby wskazywanie mu opartego na prawach przyrody, racjonalnego i wstrzemięźliwego, chroniącego od chorób i przedwczesnej śmierci sposobu życia, niż korzystanie z możliwości skutecznego transplantowania przez medycynę przedwcześnie zużytych i obumarłych organów ciała? Uznając słuszność takiego punktu widzenia, należało by raczej dążyć do tego, by przez stałe podnoszenie zdrowotności, a z nią tężyzny fizycznej i doskonalenia moralnego całego społeczeństwa – stopniowo likwidować szpitale i zakłady lecznicze, ograniczając ich liczbę do najniezbędniejszych; niepotrzebne zaś zmieniać na domu kultury, szkoły, domy sztuki itp. Byłoby to najlepszym świadectwem dobroczynnego rozwoju i postępu wiedzy medycznej, stając się prawdziwym błogosławieństwem dla społeczeństwa i przyszłych jego pokoleń. Miast mnożyć szpitale i zwiększać fabrykację syntetycznych leków, nie zawsze lub często połowicznie skutkujących, nasuwa się pytanie, czy nie słuszniejszym byłoby ześrodkowanie dążeń medycyny do takiego poznania sił i praw przyrody, tkwiących w samym człowieku&
kryzys w małżeństwie brak miłości